Jerzy Chmielewski
Od Redaktora.


W ostatnich latach o sprawach polsko-białoruskich szczególnie głośno zawsze jest na wakacjach. Tak się jakoś składa, że największy szum zaczyna się w środku lata, kiedy akurat jestem na Trialogach Białoruskich pod swymi Krynkami. Międzynarodowe towarzystwo zawsze zaczyna tam dzień od przeglądu prasy, która tej, organizowanej przez Villę Sokrates, konferencji poświęca wiele uwagi i na bieżąco relacjonuje jej przebieg. Podczas ostatnich edycji Trialogów w mediach przede wszystkim jednak aż iskrzy od napięć na linii Warszawa – Mińsk, a na czołówki gazet wybijają się skandale i afery, dotyczące także naszej społeczności. Tak było trzy lata temu, gdy wybuchła głośna sprawa „Niwy”, która swój końcowy epilog w sądzie – szczęśliwie pomyślny – miała dopiero tej wiosny. Tak było i na tych wakacjach.

W drugim dniu Trialogów prasa doniosła, iż pochodzący z Suwałk wiceminister spraw wewnętrznych i administracji Jarosław Zieliński cofnął przyznane na ten rok blisko pół miliona złotych Białoruskiemu Towarzystwu Społeczno-Kulturalnemu i nie będzie ono mogło ubiegać się o rządowe dotacje przez kolejne trzy lata. Poszło o nowe kamienne schody w siedzibie organizacji przy ul. Warszawskiej 11 w Białymstoku, zbudowane w miejsce drewnianych, spróchniałych ze starości. Okazało się, że na ten cel niezgodnie z prawem wydano państwowe pieniądze, które były przeznaczone nie na inwestycje, ale na imprezy. Przewodniczący BTSK Jan Syczewski, równocześnie prominentny działacz SLD – członek zarządu województwa – decyzję ministra, jako nieproporcjonalną do stopnia zawinienia, nazwał jawnym działaniem politycznym wrogim swemu środowisku.

Tę nagłośnioną aferę natychmiast powiązałem z „dobrą informacją”, jaką przywiózł na Trialogi przedstawiciel MSWiA. Podczas oficjalnego otwarcia konferencji poinformował on o tylko co ogłoszonym przez swego ministra konkursie dla organizacji białoruskich na organizację dodatkowych imprez, na które przewidziano łącznie ponad 400 tys. zł dotacji. Goszczący w Łapiczach wicedyrektor departamentu zachęcał do składania wniosków, nie ujawnił jednak, iż są to właśnie pieniądze odebrane BTSK. Świadomie nie powiedział całej prawdy, nie chcąc psuć sympatycznej atmosfery spotkania.

Te „pomyślne wieści” z ministerstwa nasze środowisko wprawiły bowiem w zakłopotanie. Z jednej strony sięgnięcie po dotacje po BTSK może przypominać dzielenie łupów po będącej w fi nansowych tarapatach organizacji, zaś z drugiej strony byłaby wielka szkoda, gdyby te pieniądze nie zostały wykorzystane.

Powszechnie wiadomo, iż obecne polskie władze, budując IV Rzeczpospolitą, pragną przede wszystkim pozbyć się balastu z czasów PRL. A BTSK przecież powołało do życia – pół wieku temu – i cały czas kontrolowało peerelowskie MSW. To, że mimo tych powiązań towarzystwo zdołało jednak zrobić dla trwania na Podlasiu rdzennej mniejszości białoruskiej wiele dobrego, dziś nie jest żadnym atutem. Tym bardziej, że do nowej rzeczywistości organizacja za bardzo nie potrafi ła się dostosować i w swej działalności wciąż powielała tylko wcześniej wypracowane cepeliowskie wzorce. Ale nawet w takim wydaniu kultura białoruska – sprowadzona wyłącznie do estradowej piosenki i scenicznego folkloru – niezmiennie cieszy się dużym zainteresowaniem. Przede wszystkim jako zwykła rozrywka. BTSK zachowuje się jak monopolista i dlatego nie zmienia swej bardzo prostej formuły działania, nie ożywiając jej i ciągle wzbogacając, jak to chociażby robią Litwini.

Wiceminister z Suwałk z pewnością dobrze o tym wszystkim wie. Na pewno nie bez znaczenia są też dla niego kuriozalne poglądy Syczewskiego, który zasiadał w Sejmie jako poseł SLD i dał się poznać jako orędownik polityki Aleksandra Łukaszenki i wielki sceptyk kursu, jaki obrała Polska po 1989 r. Zieliński zna białostockie realia (przez kilka lat był podlaskim kuratorem oświaty) i z pewnością dobrze orientuje się, że BTSK już dawno nie jest awangardą w środowisku białoruskim na Podlasiu, zaś prężnie działają tu inne organizacje, nie obciążone balastem z poprzedniej epoki, skupione w Związku Białoruskim w RP, zrzeszające głównie inteligencję i młodzież. Dlatego, podejmując tak radykalną decyzję, chciał być może, by kto inny zaczął organizować imprezy przypisane dotąd tylko do BTSK. Oczywiście już po nowemu. Problem jednak w tym, iż cofnięte BTSK fundusze miały być przeznaczone głównie na organizację imprez masowych – festiwalu piosenki białoruskich, letnich festynów, koncertów estradowych itp. Działalność niemal wszystkich pozostałych naszych organizacji ma natomiast zupełnie inny charakter – wydawniczy, oświatowy, literacki, artystyczny...

Już dziesięć lat temu podjęto próbę całościowego uporządkowania ruchu kulturalnego mniejszości białoruskiej, przystosowania go do rzeczywistych potrzeb odbiorców i wymagań współczesności. Powstała wtedy inicjatywa powołania przez wszystkie działające wówczas nasze organizacje Centrum Kultury Białoruskiej z siedzibą w Białymstoku. Miała to być instytucja kultury, którą w jednej z wersji rozważano ulokować w budynku BTSK, zadłużonym i nie będącym jeszcze wówczas własnością towarzystwa. Przeniosłyby się tam też rozproszone w mieście nasze redakcje i organizacje. Władzom BTSK taki pomysł nie odpowiadał i inicjatywa upadła. Także ze względu na przyczyny formalne. Ówczesne przepisy zabraniały bowiem przyznawać organizacjom mniejszościowym dotacji podmiotowych. Stało się to możliwe dopiero w ubiegłym roku, po wejściu w życie ustawy o mniejszościach narodowych. BTSK wybrnęło wtedy z kłopotów fi nansowych dzięki aliansowi z SLD, co pomogło w umorzeniu ogromnych już długów czynszowych, a później w bezpłatnym pozyskaniu zajmowanego budynku na własność.

Teraz Towarzystwo znów jest zadłużone. Wisi nad nim groźba licytacji mienia, co doprowadzi do jego likwidacji. Może zatem warto wrócić do koncepcji Centrum Kultury Prawosławnej? Jeśli bowiem protesty i odwołania od decyzji ministra nie przyniosą skutku, BTSK na swoją działalność może pokusić się o reżimowe pieniądze z Białorusi. Władze w Mińsku skore są wyjść z taką propozycją, wiedząc że Warszawa wspiera przecież tamtejszy ofi cjalnie nieuznawany Związek Polaków. Dla całej naszej mniejszości byłby to jednak scenariusz najgorszy z możliwych.



Copyright by Związek Młodzieży Białoruskiej




Czasopis, 09/2006 r.