Wrażenia z Grabarki
Jerzy Wolski


W tym roku na Spasa na Świętą Górę Grabarkę przyjechałem nieco wcześniej niż zwykle, bo już w południe. Jadąc ze swych rodzinnych Żerczyc, widziałem jak nasila się ruch. Po południu w stronę Grabarki podążał już nieprzerwany sznur aut. Prywatne parkingi na polach właścicieli z okolicznych wsi – w cenie 5 zł za miejsce – zapełniały się w oczach. Coraz ciaśniej robiło się także na poboczach.

Zanim wszedłem na Świętą Górę, umyłem ręce i twarz w słynącej ze swej uzdrawiającej mocy rzeczułce. Przed studzienką ustawiło się już kilka tasiemcowych kolejek po święconą wodę. Kilka metrów dalej zaczyna się teren monasteru, przed kilkoma laty ogrodzony solidnym murem z kamieni polnych. W jego budowie i ja miałem swój udział. Na swej żerczyckiej ziemi nazbieraliśmy z rodziną i przywieźliśmy tu dwa samochody kamieni.

Kiedy przekroczyłem mur, zaczęły przybywać pierwsze piesze pielgrzymki. Szły z nieodłącznymi krzyżami, prowadzone przez duchownych, z preobrażeńską pieśnią na ustach.

Największe wrażenie wywarła na mnie niewielka pielgrzymka z Siemiatycz, w której solidny, ciężki, dębowy krzyż niósł wójt gminy Mielnik Eugeniusz Wichowski w otoczeniu duchownych z tamtejszych parafi i. Kilka kroków dalej szła jego matka z Tokar i młodszy syn, który razem z nim śpiewa w cerkiewnym chórze w Siemiatyczach. Potężny bas mielnickiego wójta dominował i w pielgrzymce, a także był słyszalny podczas późniejszych nabożeństw na Świętej Górze.

Pielgrzymi szli i szli. Wśród nich było dużo młodzieży, zwłaszcza dziewcząt. Losy jednej z takich osób uważnie śledziłem ponad dwa lata. Była to aktywna działaczka bractwa młodzieży prawosławnej w Białymstoku. Śpiewała także w chórze młodzieżowym przy swojej parafi i, brała udział w konkursach wiedzy o prawosławiu i czytania języka cerkiewno- słowiańskiego, pielgrzymowała do prawosławnych miejsc w Polsce i za granicą. Ostatni raz rozmawiałem z nią rok temu właśnie na Grabarce, gdy wraz z mamą dookoła obeszła na kolanach cerkiew. I oto teraz od naszego wspólnego znajomego dowiedziałem się, że kilka miesięcy temu dziewczyna podjęła życiową decyzję, wychodząc za mąż za katolika i przechodząc na inną wiarę.

Całonocne Czuwanie zaczynało się o osiemnastej. Idąc na nabożeństwo, szedłem od wschodu, drogą, która zawsze przybywali moi przodkowie i mieszkańcy mych rodzinnych okolic. W czasach mego dzieciństwa każda wieś u podnóża Świętej Góry miała osobny „parking” dla furmanek. Wiele lat unosił się tu koński zapach. Później konne furmanki zastąpiły wozy z traktorami, aż całkowicie wyparły je samochody. Konie zostały już tylko w ludzkiej pamięci, a i ona u wielu często zawodzi.

Zanim zapadł mrok spotkałem wielu znajomych. Wszyscy byli podekscytowani krążącą po Świętej Górze sensacyjną wieścią, iż nazajutrz ma przybyć szef Samoobrony, wicepremier, minister rolnictwa Andrzej Lepper. Swój przyjazd podobno zapowiedział też przewodniczący Ligi Polskich Rodzin, wicepremier Roman Giertych.

Główne nabożeństwo w dniu święta rozpoczęło się punktualnie o dziesiątej. Celebrował je zwierzchnik polskiej Cerkwi, metropolita Sawa. Gdzieś tak po kwadransie u podnóża Świętej Góry rozległy się dwa głośne „piknięcia”, charakterystyczne dla uprzywilejowanych pojazdów. Okazało się, że rządowym autem przyjechał Andrzej Lepper. Przewodniczący Samoobrony wkrótce dołączył do grona ofi cjeli, którym przygotowano rzędy miejsc siedzących po prawej stronie ołtarza. Wśród znanych twarzy dojrzałem tam także marszałka województwa podlaskiego Janusza Krzyżewskiego i posła SLD Eugeniusza Czykwina. Byli też ambasadorowie Rosji, Austrii i ktoś z ambasady białoruskiej. Andrzej Lepper zasiadł na honorowym miejscu. Podczas nabożeństwa cały czas był skupiony, razem ze wszystkimi się żegnał, tyle że po katolicku.

Główne kazanie zostało wygłoszone po polsku. Dominowały w nim słowa Ewangelii, opisujące Przemienienie Pańskie. Kazanie zakończył apel do wiernych o podtrzymywanie „swoich tradycji”. Następnie głos zabrał metropolita Sawa, który z imienia i nazwiska przywitał gości ofi cjalnych. Przy wicepremierze Andrzeju Lepperze zatrzymał się nieco dłużej. Dziękując za przybycie, ministrowi rolnictwa polecił lekturę książki pisarza rosyjskiego, traktującej o miłości człowieka do ziemi. Do polskiego rządu zaapelował o „zrozumienie potrzeb mniejszości białoruskiej”. Było to nawiązanie do odebrania kilka tygodni temu przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji dotacji dla Białoruskiego Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego. - Większość wyznawców prawosławia w Polsce to Białorusini. Pana, jako energicznego członka rządu, bardzo prosimy, aby rząd zrozumiał ich potrzeby - apelował do wicepremiera Leppera metropolita.

Wszyscy honorowi goście zostali przez zwierzchnika Cerkwi zostali poczęstowani prosforą i winem mszalnym. Następnie metropolita odznaczył szereg osób orderami Marii Magdaleny, przyznanymi przez Synod Biskupów. Wśród udekorowanych znaleźli się marszałek województwa Janusz Krzyżewski i wójt gminy Mielnik Eugeniusz Wichowski.

Po nabożeństwie, które zakończyła procesja z tradycyjnym poświęceniem owoców, sznur gości udał się na obiad do Domu Pielgrzyma, zaś honorowi goście ugrzęźli w tłumie, który napierał na nich z każdej strony. Wtedy zaszedłem z drugiej strony cerkwi, gdzie po chwili zjawił się Andrzej Lepper. Podszedłem i przywitałem się. Szefa Samoobrony zapytałem o wrażenia. Okazało się, że nabożeństwo wywarło na nim duże wrażenie. – Nie sądziłem, że wy tak pięknie się modlicie – powiedział, przyznając, że na prawosławnym nabożeństwie był pierwszy raz w życiu.

Schodząc ze Świętej Góry zajrzałem jeszcze do obleganych stoisk z ikonami, literaturą i sztuką religijną. Wśród wydawnictw nie dostrzegłem jednak książek i czasopism białoruskich, ani też ukraińskich. Były tylko po rosyjsku i po polsku. A przy murze dostrzegłem, jak handlowano regionalną „kulturą” w postaci... wyrobów z wikliny. Jeszcze więcej jarmarcznych rozmaitości było oczywiście na straganach za rzeczką, ale tam już nie poszedłem.

Jerzy Wolski



Copyright by Związek Młodzieży Białoruskiej




Czasopis, 09/2006 r.