Liczba malarzy w przyrodzie jest sta艂a.
Rozmowa z Leonem Tarasewiczem


Wielu krytyk贸w m贸wi o artystycznych pokrewie艅stwach pomi臋dzy panem a Jerzym Nowosielskim. Czy Nowosielski to dla pana wa偶ny artysta?
LEON TARASEWICZ: Ludzie z pokolenia Jerzego Nowosielskiego stworzyli fundament pod prawdziwe warto艣ci w moim 偶yciu. Moje pierwsze, jeszcze nie艣wiadome spotkanie z tym artyst膮 zdarzy艂o si臋 w dzieci艅stwie, kiedy Nowosielski przeje偶d偶a艂 przez Wali艂y, w drodze do Gr贸dka, gdzie pracowa艂 nad malowid艂ami w cerkwi. Potem, podr贸偶uj膮c z kolegami po muzeach w Polsce, szukali艣my zawsze obraz贸w Nachta-Samborskiego i w艂a艣nie Nowosielskiego. Samego artyst臋 pozna艂em w 1983 roku, dzia艂a艂em wtedy w Bractwie M艂odzie偶y Prawos艂awnej, zorganizowali艣my ob贸z ikonopisania. Nowosielski malowa艂 w艂a艣nie na 艢wi臋tej G贸rze Grabarce obraz Pantokratora, gdy偶 pierwsz膮 wersj臋 jego ikony zmy艂 deszcz. Po raz pierwszy zobaczy艂em, jak powstaje obraz. Jako m艂ody cz艂owiek, student, zadawa艂em w贸wczas mn贸stwo fundamentalnych pyta艅, o nasz膮 to偶samo艣膰, cerkiew, stosunki polsko-bia艂oruskie. Obecny podczas spotkania mnich udziela艂 konwencjonalnych odpowiedzi, Nowosielski ca艂y czas milcza艂. Podszed艂 do mnie dopiero nast臋pnego dnia, by艂o ciep艂o, sierpie艅, s艂o艅ce, 艣piewaj膮ce ptaki - do teraz pami臋tam i ten dzie艅, i t臋 rozmow臋. Dzi艣 mog臋 powiedzie膰, 偶e to spotkanie przyspieszy艂o moje dojrzewanie.

Uwa偶a si臋 pan za spadkobierc臋, kontynuatora Nowosielskiego?
To nie jest takie proste. Nowosielski niew膮tpliwie by艂 jedn膮 z tych os贸b, kt贸re mnie ukszta艂towa艂y. Zacz臋li艣my spotyka膰 si臋 regularnie, od czasu mojej wystawy w Krzysztoforach w 1993 roku. Cz臋sto rozmawiali艣my, ale te dyskusje nigdy nie dotyczy艂y sztuki, najcz臋艣ciej historii, religii, prawos艂awia. Kiedy spotykaj膮 si臋 malarze, w艂a艣ciwie nigdy nie rozmawiaj膮 o malarstwie.

Co pan odpowiada, kiedy pytaj膮 o to偶samo艣膰, o narodowo艣膰?
Z wpisywaniem do dokument贸w w艂a艣ciwie nie ma problemu; w rubryce narodowo艣膰 wpisuj臋: polska. Jestem Bia艂orusinem, obywatelem Polski i to s膮 moje "wsp贸艂rz臋dne" narodowo艣ciowe.

Jak to si臋 sta艂o, 偶e przynale偶no艣膰 do mniejszo艣ci narodowej przeobrazi艂 pan w 藕r贸d艂o si艂y? Nie mia艂 pan nigdy kompleksu Bia艂orusina?
Dosta艂em niedawno ksi膮偶k臋, w kt贸rej pewna uczona pisze o mojej "stygmatyzacji narodowo艣ci膮 prawos艂awno-bia艂orusk膮". Przypisywanie mi pi臋tna, czy jakiej艣 stygmatyzacji to kuriozum. Ja w swoim 偶yciu w艂a艣ciwie odwr贸ci艂em t臋 sytuacj臋, bia艂oruskie pochodzenie nigdy nie by艂o dla mnie pi臋tnem. Mia艂em szcz臋艣cie, 偶e wchodzi艂em w doros艂e 偶ycie w latach 80. w czasie wielkiej energii, solidarno艣ciowej rewolucji. Zmienia艂o si臋 wszystko i wszyscy. Wtedy tak偶e zacz臋艂y si臋 ukazywa膰 pierwsze gazety po bia艂orusku, zacz臋li艣my budowa膰 nasz膮 narodow膮 to偶samo艣膰, formowa膰 parti臋. Bia艂orusko艣膰 sta艂a si臋 dla mnie czym艣 oczywistym, jak jedzenie, woda, powietrze. Z tej skazy uczyni艂em warto艣膰, kt贸r膮 mog艂em si臋 podzieli膰 z innymi. Szybko zrozumiano to w centrum i poza Polsk膮, gorzej jest z tym do dzi艣 np. w Bia艂ymstoku.

Kr膮偶膮 legendy, 偶e jest pan pustelnikiem, hoduje chmary ptactwa, mieszka w odosobnieniu.
Ptaki s膮, kury s膮, go艂臋bie s膮, pracownia stoi. Rozumiem, 偶e niekt贸rzy ludzie odczuwaj膮 potrzeb臋 mitologizowania mojej osoby. Prawda jest taka, 偶e ko艅cz膮c studia w 1984 roku wiedzia艂em, 偶e chc臋 wr贸ci膰 na Bia艂ostocczyzn臋 i tam pracowa膰. Wyremontowa艂em drewniany dom po szkole podstawowej z 1934 roku, a poniewa偶 przestrze艅 szkolnego podw贸rka obejmowa艂a prawie dwa hektary, rozmie艣ci艂em tam wszystkie moje woliery, klatki dla ptak贸w. Ptaki to moje hobby. Przedtem interesowa艂em si臋 nimi w spos贸b naturalny, wiedzia艂em, gdzie maj膮 gniazda, rozpoznawa艂em je na drzewach, je藕dzi艂em na spotkania z ornitologami. Dzi艣 hoduj臋 ba偶anty, kury ozdobne, a tak偶e go艂臋bie, z kt贸rymi jesieni膮 udam si臋 na wa偶n膮 wystaw臋 hodowc贸w do Berlina. Po艣wi臋ci艂em si臋 jednak malarstwu.

W pana pracach, pokrytych pasami, g臋stymi smugami farby, coraz mniej jednak odwo艂a艅 do rzeczywisto艣ci, coraz mniej realnej przyrody, realnego pejza偶u.
Wed艂ug mnie s膮 to ci膮gle obrazy realistyczne! Dzi艣 najch臋tniej maluj臋 p艂贸tna o wymiarach 50x50, kt贸re daj膮 efekt ca艂o艣ci dopiero po po艂膮czeniu w grup臋. S膮dz臋 zreszt膮, 偶e na podobnej zasadzie zbudowany jest nasz obraz 艣wiata: sk艂ada si臋 z wielu znak贸w, wielu obraz贸w, z kt贸rych staramy si臋 uzyska膰 ten jeden. Nie mog臋 te偶 malowa膰 wi臋kszych format贸w, gdy偶 faktura jest u mnie tak g臋sta, 偶e na wi臋kszym, farba nie utrzyma艂aby si臋 na p艂贸tnie.

Znalaz艂 pan spos贸b, by te ograniczenia omin膮膰, maluje pan pasy na 艣cianach, pod艂ogach, sufitach...
Maluj臋, gdzie si臋 tylko da! My艣l臋, 偶e jest to naturalne. Sam pami臋tam, jak pod mostem si臋ga艂em po p艂ywaj膮ce w rzece mu艂y i patykiem malowa艂em po betonowych filarach. Nie czuj臋 si臋 ograniczony blejtramem. Je艣li istnieje mo偶liwo艣膰 skorzystania z innego podobrazia ni偶 tradycyjne, to dlaczego nie? Ka偶da nowa przestrze艅 jest wyzwaniem i przekroczeniem granic, o kt贸rych nigdy bym wcze艣niej nie pomy艣la艂.

Nie boli pana nietrwa艂o艣膰 tych prac powstaj膮cych na pod艂odze i zamalowywanych potem?
Nie, wcale. Trwa艂y jest intelekt, kt贸ry w malarstwie si臋 rozwija, a obraz jest zapisem my艣li. Mnie zale偶y tylko na tym, 偶eby ten proces si臋 odbywa艂.

Ostatnio jedno z kolorowych pism po艣wi臋conych projektowaniu wn臋trz opublikowa艂o na ok艂adce fragment mieszkania, kt贸re ozdobi艂 pan swoimi pasami. Pomalowa艂 pan klatk臋 schodow膮.
Zdarzy艂o mi si臋 to dot膮d tylko raz - w mieszkaniu warszawskiego architekta Wojciecha Bruszewskiego. Sam jednak nie zdecydowa艂bym si臋 mieszka膰 z moimi obrazami.

Rada Fundacji Nowosielskich przyznaj膮c panu nagrod臋 wskaza艂a na "wk艂ad, jaki laureat wni贸s艂 w rozw贸j dziedziny, kt贸rej mo偶liwo艣ci przez wielu krytyk贸w uznane zosta艂y za wyczerpane". Pan tak偶e jest zdania, 偶e malarstwo do偶ywa ostatnich dni?
Nie, absolutnie nie. Liczba malarzy w przyrodzie jest sta艂a. Ka偶dy czas niesie ze sob膮 r贸偶ne idee, rozwi膮zywane przez r贸偶ne media: raz mo偶e to by膰 malarstwo, innym razem rze藕ba. Tak si臋 z艂o偶y艂o, 偶e czas malarstwa troch臋 min膮艂. Ale przecie偶 widzia艂em ostatnio wspania艂e, najnowsze obrazy Anselma Kiefera. W Krakowie jest Nowosielski, w Warszawie Gierowski, Ciecierski, Dwurnik. To ma艂o? Gorzej jest z pozycj膮 sztuki w og贸le, muzea nie robi膮 zakup贸w, nie maj膮 prawie 偶adnych prac z lat 90. Na moj膮 ubieg艂oroczn膮 wystaw臋 w Zach臋cie, po艂ow臋 prac wypo偶yczono ze zbior贸w zagranicznych. To powinno zawstydzi膰 tych ludzi, kt贸rzy bior膮 pieni膮dze za kreowanie kultury w Polsce.

Rozmawia艂a Justyna Nowicka, 08.04.2000

Fot. 艁ukasz Trzci艅ski

Zwi膮zek M艂odzie偶y Bia艂oruskiej

Publicystyka