|
Rezerwat Bia艂oru艣
Rosjanie nie uznaj膮 istnienia Bia艂orusin贸w, a 艁ukaszenko jest dla nich tylko porykuj膮cym dinozaurem z minionej epoki. Na razie u偶ytecznym. Zapiski z podr贸偶y do Mi艅ska Sokrata Janowicza (Mi艅sk - Krynki, grudzie艅 2000 - stycze艅 2001)
Z Mi艅ska wr贸ci艂em w pierwszej dekadzie grudnia. Uczestniczy艂em w Trzecim Mi臋dzynarodowym Kongresie Bia艂orusist贸w, imprezie dosy膰 identycznej z Kongresem Kultury Polskiej (na kt贸ry te偶 zd膮偶y艂em). Kongres bia艂oruski by艂 o tyle inny, 偶e niechciany przez 艂ukaszenkowskie w艂adze.
Zjecha艂o z Europy i 艣wiata troch臋 entuzjast贸w kultury bia艂oruskiej, wi臋c nie wypada艂o ich odp臋dza膰, tym bardziej 偶e nie mia艂o to znaczenia politycznie wewn臋trznego. Na wszelki wypadek miejscowa prasa, radio i telewizja nie pu艣ci艂y pary z ust na temat tego wydarzenia. Jak gdyby sz艂o o jaki艣, niewart publicznego zainteresowania, ekskluzywny zjazd hodowc贸w kanark贸w.
R贸偶nic mi臋dzy kongresami mi艅skim i warszawskim uzbiera艂oby si臋 sporo, chocia偶 oba upodobni艂y si臋 swym urz臋dniczo-profesorskim charakterem. W Mi艅sku by艂o ch艂odno i g艂odno, co szybko nadgoni艂em sobie w Warszawie, w ciep艂ym hotelu z akuratn膮 restauracj膮. No i bracia Polacy nie przerwali mi wyst膮pienia ("Pogranicze jest przysz艂o艣ci膮"). Na mi艅skim forum tak dobrze nie mia艂em, nie dano mi doko艅czy膰 wywodu o polskiej literaturze bia艂oruskiej jako opozycji do sowieckiej bia艂oruskiej. Spanikowane prezydium natychmiast udzieli艂o po mnie g艂osu jakiemu艣 nawiedzonemu enkawudzi艣cie na emeryturze, z fizycznego wygl膮du wykapany Beria, kt贸ry z fanatyzmem w oczach nawija艂 przez bit膮 godzin臋 o wrogach wewn臋trznych i zewn臋trznych tudzie偶 o obronie pokoju w 艣wiecie, oczywi艣cie pod przewodem Rosji. Gro藕nie zerkaj膮c przy tym w moj膮 stron臋, a偶 w ko艅cu wsta艂em i wyszed艂em, trzaskaj膮c drzwiami.
Nie bacz膮c na taki poziom dyskusji zastraszonego audytorium, wywioz艂em z Mi艅ska odkrywcze dla mnie przekonanie, 偶e Republika Bia艂oru艣 nie jest pa艅stwem narodowym, czyli bia艂oruskim. Z licznych rozm贸w na stronie zrozumia艂em, 偶e Republika Bia艂oru艣 nie jest cho膰by socjaln膮 Republik膮 Bia艂oru艣, tylko unikatowym rezerwatem, do kt贸rego zlecia艂y si臋 rosyjskoj臋zyczne kadry Zwi膮zku Sowieckiego z Estonii, 艁otwy, Litwy, tak偶e z by艂ej NRD, po cz臋艣ci Ukrainy i gdzie艣 z Azji.
Republika Bia艂oru艣 to posowiecki 艣mietnik, "odstojnik", czyli rodzaj szamba. W g贸rnym eszelonie jej w艂adzy prawie nie ma Bia艂orusin贸w, tak偶e tych najwierniejszych z wiernych. Premierem rz膮du zosta艂 Rosjanin, ministrem spraw zagranicznych Baszkir itd. Co艣 takiego nie zdarza艂o si臋 w czasach radzieckich, bezwzgl臋dnie obowi膮zywa艂 jednak klucz narodowo艣ciowy. Wtedy przynajmniej udawano pod tym wzgl臋dem, dzisiaj za艣 nie ma takiej potrzeby - Republika Bia艂oru艣 jest bowiem niepodleg艂a, wi臋c wyprawia u siebie, co chce.
Posowiecki 艣mietnik
Sytuacja typu "odstojnik" t艂umaczy wiele. Owa zbieranina przegnanych zewsz膮d sowieciarzy ani my艣li kierowa膰 si臋 interesami zaw艂adni臋tego przez ni膮 pa艅stwa i narodu. To okupanci przej臋ci w艂asnym losem. 艁upie偶cy! Ich interesuje jedno: utrzymanie si臋 przy w艂adzy, zachowanie stanowisk. Co mo偶e temu zagra偶a膰? Dos艂ownie wszystko, tak偶e kontakty gospodarcze. A ju偶 najbardziej bia艂oruska kultura narodowa, kt贸ra - jak ka偶da kultura narodowa - daje 艣wiadomo艣膰 w艂asnego losu i w艂asnej warto艣ci.
W przypadku Bia艂orusi rugowanie tej kultury jest niewyobra偶alnie 艂atwe - wystarczy jej nie wspiera膰. Rzecz w tym, 偶e narodowo艣膰 bia艂oruska w europejskim poj臋ciu tu nie istnieje. Nie zdo艂a艂a ukszta艂towa膰 si臋 na r贸wni z innymi z s膮siedztwa. Zosta艂a w艂a艣ciwie rozstrzelana w czarne lata 30. (zdarza艂y si臋 noce, gdy sz艂o na rozwa艂k臋 naraz kilkudziesi臋ciu uczonych i pisarzy, wywlekanych z kazamat贸w mi艅skiej Amerykanki). Bia艂oruszczyzn臋 dawno zepchni臋to do roli czego艣 w rodzaju j臋zyka obrz臋dowego. W praktyce w艂adz sta艂a si臋 ona ponadto j臋zykiem dywersant贸w i szpieg贸w, daj膮cych si臋 z艂apa膰 na ten bia艂oruski haczyk w 艣rodowiskach emigracyjnych.
Nie chodzi o og贸ln膮 znajomo艣膰 tego j臋zyka, bo taka w przewa偶aj膮cej skali spo艂ecznej na razie istnieje. Idzie tu o co innego - 偶e bia艂oruszczyzn臋 wtr膮cono do Hadesu, do otch艂ani j臋zyk贸w martwych, niekoniecznych w 偶yciu codziennym, niczym cerkiewny u prawos艂awnych. Kupowa艂em w eleganckim mi艅skim sklepie upominki 偶onie - brosz臋 bursztynow膮 i jedwabn膮 szarf臋. To i to sprzedawano na oddzielnych stoiskach, ale nie by艂o problemu z rozumieniem bia艂oruszczyzny, by艂 natomiast z tej racji problem z jako艣ci膮 obs艂ugi (w pierwszym wypadku ekspedientka wnerwi艂a si臋 na mnie, nie mog膮c znie艣膰 s艂贸w bia艂oruskich, i przys艂a艂a w zast臋pstwie nierozgarni臋t膮 kole偶ank臋, bo膰 stoi oto tam "czudak kakoj-to"). To i tak dobrze, 偶e nie zadzwoni艂a do KGB, a przecie偶 mog艂a.
Towarzysz膮cy mi przyjaciel tutejszy nie wiedzie膰 czemu dawa艂 babom do poj臋cia, i偶 jestem z Polski. Czy to dla usprawiedliwienia owej upublicznionej bia艂oruszczyzny (偶e nie po rosyjsku), czy to dla podniesienia rangi samego s艂owa bia艂oruskiego: S艂uchajta, z Polski facio, a po bia艂orusku fajnie gada! Cholera tego przyjaciela wie...
Nienawidz膮 w Mi艅sku mowy bia艂oruskiej i tyle. Bledn膮 z w艣ciek艂o艣ci! A tych tysi膮c profesork贸w patriot贸w pogody nie czyni. Oni s膮 zreszt膮 patriotami mi臋dzy sob膮, we w艂asnym 艣cis艂ym klubie, bo z 偶onami czy kochankami ju偶 nie maj膮 odwagi baraszkowa膰 po bia艂orusku; zostaliby wygnani z sypial艅! Precz z oczu, chamie jeden!
Bia艂oruski jest tolerowany jako j臋zyk literackiego zawodu, dla chleba. Nic wi臋cej, 偶aden z niego j臋zyk salonowy ani szczyt marze艅.
O ma艂o zawa艂u serca nie dosta艂em, kiedy upewni艂em si臋 ostatecznie, 偶e nie istnieje szkolnictwo z bia艂oruskim j臋zykiem nauczania. Owszem, dla pucu tu i 贸wdzie par臋 szk贸艂ek wiejskich nazywa si臋 bia艂oruskimi, ale nikt w nich nie zaj膮knie si臋 po bia艂orusku. Wiem, co to znaczy, bo u nas, na Bia艂ostocczy藕nie, jest podobnie, wi臋c w najbli偶szym dziesi臋cioleciu ani us艂yszy si臋 tutaj bia艂oruszczyzny. Nie ma nacji bia艂oruskiej, nie ma, nie ma, zadeptano j膮.
Na szczeblu 艣rednim nigdy w powojniu nie nauczano po bia艂orusku. Nie m贸wi膮c o studiach wy偶szych. To si臋 czuje w melodyce wypowiedzi moich rozm贸wc贸w - Bo偶e, jak偶e m臋cz膮 si臋 oni z tym bia艂oruskim wys艂awianiem si臋. Pot strumieniami si臋 leje! Dla nich to j臋zyk obcy!
Bia艂orusin贸w utopi艂o pogr膮偶enie si臋 etnicznego kontynentu ch艂opstwa; miasto zawsze by艂o im wrogie. A w 艣lad za tym - zlikwidowanie szkolnictwa z bia艂oruskim j臋zykiem wyk艂adowym, od podstaw贸wek do uniwersytet贸w. Do incydentalnych wyj膮tk贸w nale偶膮 艣wiadomi narodowo Bia艂orusini.
Poligon Putina
Na tym ogromnym wysypisku odpad贸w sowietyzmu, w jakie przekszta艂ci艂a si臋 Republika Bia艂oru艣, nasycona wszak przer贸偶n膮 uciekiniersk膮 nomenklatur膮 tudzie偶 niebagateln膮 rzesz膮 zredukowanego oficerstwa z by艂ych armii radzieckich stacjonuj膮cych w NRD, Czechos艂owacji i na W臋grzech, nie mo偶e dzia膰 si臋 nic, co o偶ywia艂oby to terytorium. Jest tu coraz gorzej i b臋dzie gorzej, a wi臋c - wed艂ug logiki przybyszy - coraz lepiej! Bo co znaczy艂oby o偶ywienie w Republice Bia艂oru艣? A to, 偶e stopniowo do g艂osu dochodziliby autochtoni. Europa nie mo偶e poj膮膰, co si臋 dzieje z t膮 Bia艂orusi膮, 偶e tak jednoznacznie prze ona ku samoizolacji. Tymczasem pow贸d wida膰 jak na d艂oni - po co tym w艂adzom aktywno艣膰 gospodarcza i polityczna? Czy jakikolwiek okupant zabiega艂 o rozw贸j okupowanego terenu?
Rosji takie przypa艅stwo jest na r臋k臋. Pomijaj膮c oczywiste korzy艣ci strategiczne, Bia艂oru艣 da si臋 wykorzystywa膰 wielofunkcyjnie, w polityce wewn臋trznej nade wszystko. Znakomicie 艂agodzi ona przedstarczy elektorat, t臋skni膮cy do odbudowy ZSRR (st膮d si臋 bior膮 te powroty sowieckich hymn贸w, a 艁ukaszenko poszed艂 by艂 jeszcze dalej, do stalinowskiego herbu i flagi). W razie pilnej konieczno艣ci zaistnienia jakiego b膮d藕 sukcesu zawsze mo偶na zab艂ysn膮膰 ZBiR-em, tj. Zwi膮zkiem Bia艂orusi i Rosji. Ryzyko zarazem te偶 niema艂e, ale Putin cwanie uczyni tak, by nie dosz艂o do zwartej integracji Bia艂orusi z Rosj膮. Nie z samego jeno wzgl臋du na zbyteczny ci臋偶ar ekonomiczny przy wch艂anianiu tego skansenu technologicznego, owego muzealnego przemys艂u. Bia艂oru艣 wobec Rosji jawi si臋 dodatkowo jako rozsadnik wszelkiego bolszewizmu, gro藕na strefa zaka藕na. Kreml nie 偶yczy sobie dzielenia si臋 w艂adz膮 z przegranymi z Estonii czy z 艁otwy. Niech si臋 nia艅czy z nimi 艁ukaszenko, dop贸ki nie wysadz膮 go oni z siod艂a. A 偶e wysadz膮, to pewne.
Podchodz膮c do zagadnienia z drugiej strony - bez nich, bez tych politycznych w艂贸cz臋g贸w, 艁ukaszenko by si臋 nie utrzyma艂. Musi zatem mie膰 oddan膮 mu hord臋, kt贸ra doskonale wie, 偶e z jego to r臋ki chleb je.
Mo偶na i trzeba si臋 zastanawia膰, jak d艂ugo pob臋dzie w Europie owa dziura pod nazw膮 Republika Bia艂oru艣. Do艣wiadczenie podpowiada, 偶e d艂ugo! Pierwszorz臋dnym czynnikiem jest to, 偶e na tym terytorium nie istnieje pe艂nowymiarowa tytu艂owa narodowo艣膰, lecz tylko zlepkowa ludno艣膰. T臋 okoliczno艣膰 doceniaj膮 艂ukaszenkowcy, przesadnie mno偶膮c - niemal do setki - ilo艣膰 mniejszo艣ci narodowych (cz臋sto egzotycznych, np. Korea艅czycy). Ma to na celu utrzymanie psychologicznego uzasadnienia, 偶e w艂adza na Bia艂orusi mo偶e spe艂nia膰 si臋 jedynie w rosyjskim wariancie. Przemilcza si臋 fakt, 偶e s膮 to mniejszo艣ci nierzadko parusetosobowe lub kilkutysi臋czne ledwie w owym dziesi臋ciomilionowym pa艅stwie, np. Buriaci. Wi臋ksze s膮 dwie - Polacy i Rosjanie - w sumie kilkunastoprocentowe.
Kraj, kt贸ry istnieje dzi臋ki takim rz膮dom wy艂膮cznie jako jednostka administracyjna bez 艣wiadomo艣ci naczelnej indywidualno艣ci narodowej, nie mo偶e sta膰 si臋 podmiotem 偶ycia mi臋dzynarodowego. Przeistacza si臋 on w gniazdo os mocy o艣ciennych, w poligon. Bo co znaczy dzisiaj bycie Bia艂orusinem? Znaczy bardzo ma艂o: bycie posiadaczem dowodu osobistego ze znakami Republiki Bia艂oru艣. I nic ponadto - 偶adnego poj臋cia o historii, j臋zyku, kulturze. Kompletne zero! Taki ludzik - odmianka Rosjanina - ani podejrzewa istnienia wielkiej w艂asnej narodowo艣ci. Jest typowym Sowietem, pozbawionym wiedzy o 艣wiecie.
Bia艂oru艣 jako poj臋cie geograficzno-administracyjne przetrwa w tym stanie na d艂ugo艣膰 biologicznego 偶ycia owych nomad贸w posowieckich. Dlaczego akurat tutaj im tak dobrze? Nikt ich nie szturcha, s膮 czym艣 oboj臋tnym dla miejscowego ludu, nawyk艂ego do w艂adzy odg贸rnej, zawsze nas艂anej. Zbuntowaliby si臋, gdyby byli prawdziwymi Bia艂orusinami. Ale nie s膮.
Lud wie swoje
Czas pogada膰 o opozycji. W艂a艣ciwie jest ona lustrzanym odbiciem re偶imu (w my艣l praw psychologii). Jej liczebno艣膰 pierwotnie nie przekracza艂a dw贸ch tysi臋cy os贸b, z regu艂y mi艅skich inteligent贸w, co z grubsza odpowiada艂o nak艂adom wy艂膮cznie bia艂oruskoj臋zycznych wydawnictw prasowych (bez wtr臋t贸w rosyjskoj臋zycznych tekst贸w, cz臋sto wr臋cz dominuj膮cych w wysokonak艂adowych tytu艂ach). Jej naturalne siedlisko stanowi sto艂eczny Mi艅sk i poza nim prawie nie wyst臋puje.
Mi艅sk jest typow膮 metropoli膮 kolonialn膮, pozbawion膮 tradycyjnych przedmie艣膰, nagle wyrastaj膮c膮 blokowiskami w go艂ym polu niczym nieznany l膮d. Nieomal dwumilionowy w zaledwie dziesi臋ciomilionowym pa艅stwie. Budowano go wszak偶e w ramach dziesi膮tki najwi臋kszych miast ca艂ego Zwi膮zku Radzieckiego, wyposa偶aj膮c we wszystko, co ma Moskwa: metro kapi膮ce marmurami, wysoko艣ciowce-mrowiskowce, szerokachne avenidy, kilometry gmaszysk rz膮dowych, zalane wyboistym asfaltem trotuary, rozleg艂e parki z sobotnio-niedzieln膮 infrastruktur膮. Ta zwalista architektoniczna ca艂o艣膰 przyt艂acza cz艂owieka, nie wyzwala. Tak chyba oddzia艂ywa艂 staro偶ytny Rzym na swych mieszka艅c贸w.
脫w pierwszy wysyp ludzi opozycji w 1990 r. za Gorbaczowa przypomina艂 akwarium ze szlachetnymi odmianami rybek, nadaj膮cych si臋 wi臋cej do podziwiania ni藕li do usma偶enia. Z przyj艣ciem Wielkiego Chama akwarium to wylano w diab艂y do przestronnego bajora, do kt贸rego co pewien czas dorzuca si臋 sadzawkowe prostactwo - a to karasie, a to okonie i szczupaki, wszelak膮 p艂o膰, senne karpie.
艁ukaszenko zdumiewa艂 mnie, zdawa艂oby si臋, samob贸jczym mno偶eniem szereg贸w opozycjonist贸w, wywalaj膮c na zbit膮 mord臋 niedawnych s艂ugus贸w. Ale on wiedzia艂 od pocz膮tku to, czego nikt w naszych stronach nie wiedzia艂 - 偶e przegra膰 mo偶e nawet Miloszevi膰, bo rz膮dzi przecie偶 nacj膮, tj. Serbami, lecz nigdy on, 艁ukaszenko, bo rz膮dzi dziesi臋ciomilionowym Nikim, przewodami pokarmowymi. Opozycja sro偶y si臋, byli ministrowie i gubernatorzy sprawnie organizuj膮 wielotysi臋czne pochody na prospektach Mi艅ska, ale nic z tego nie wynika. Lud wie swoje: 偶e prosi臋, odtr膮cone od koryta, kwiczy i ha艂asuje. I to bawi gawied藕. Lud nie domy艣la si臋, bo i po co, 偶e ca艂y ten wrzask jest nie tylko awantur膮 wyrzuconych za ko艂nierz, lecz jeszcze i po to, by opr贸偶ni膰 miejsce dla kolejnych towarzyszy z Nadba艂tyki, szcz臋艣liwie umykaj膮cych z Kowna czy Rygi tajemnymi kana艂ami.
W tej chwili w Republice Bia艂oru艣 ze 艣wiec膮 szuka膰 Bia艂orusina na stanowisku rz膮dowym. 艁ukaszence to odpowiada, bo nikt z tych nomad贸w nie b臋dzie kopa艂 do艂k贸w pod nim. Chodzi wszak o w艂adztwo typu afryka艅skiego, gdzie liczy si臋 kasa i wierny garnizon. Opozycja jest tolerowana jako nieszkodliwi ha艂a艣liwcy, znakomicie pasuj膮cy zreszt膮 do europejskiego wizerunku. Folklor polityczny. Bezp艂atnie wykonuj膮 tym samym po偶yteczn膮 dla re偶imu robot臋, s艂u偶膮c za 偶ywy dow贸d demokratyzmu 艁ukaszenki (m贸g艂by ich przecie偶 wymordowa膰 gdzie艣 w zami艅skim jarze i pies z kulaw膮 nog膮 by si臋 o nich nie upomnia艂). Zabi艂 troch臋 niebezpiecznych opozycjonist贸w i nic, cisza na gwia藕dzistym niebie Europy (Hanczar przepad艂, gen. Zacharenka znik艂 na ten przyk艂ad). Pa藕niak nawia艂, to po偶yje, zanim dopadn膮 go cichociemni.
Stawk膮 jest u艣miercenie bia艂oruskiej nacji. I to si臋 w zasadzie sta艂o. A na jej truchle mo偶na do woli kraka膰 i szuka膰 winnych tego nacjob贸jstwa. Jak przystawi si臋 komu 偶elazko do genitali贸w, to si臋 przyzna nie do takich rzeczy i barwnie opowie o swej nies艂ychanej zbrodni.
艁ukaszenkowcy w ko艅cu po艂apali si臋 z rozumem i na Trzeci Mi臋dzynarodowy Kongres Bia艂orusist贸w dali w ostatniej chwili wielk膮 aul臋 Bia艂oruskiej Akademii Nauk. Niechaj sobie obraduj膮. Byle bez reklamy. Za oknami bucza艂 wielkomiejski Mi艅sk, kt贸ry by si臋 wielce zdziwi艂 t膮 imprez膮. 呕e s膮 oto dobrze od偶ywieni faceci, kt贸rych jeszcze powa偶nie interesuje skopana kultura bia艂oruska. W Rosji do dzi艣 nie ma ani jednej katedry filologii bia艂oruskiej, gdy w Polsce tymczasem jest ich a偶 cztery! Rosjanie nie uznaj膮 istnienia Bia艂orusin贸w. Nigdy nie uznawali. 艁ukaszenko dla nich wcale nie jest Bia艂orusinem, tylko porykuj膮cym dinozaurem z minionej epoki. Na razie u偶ytecznym.
Sokrat Janowicz, 29 marca 2001
|